sobota, 9 listopada 2013

Konkurs, na...


Hej postanowiłyśmy ogłosić konkurs na...


Namalowanie Liam'a który mógłby zostać wykorzystany jako obrazek zamiast nagłówka na naszej stronie :)
Może to być rysunek całego 1D ale Liaś musi być centralnym punktem np.:
☻ robiąc czarno-białą pracę Liam będzie w kolorze :)
☻ Liam może być największy i być po jednej stronie a chłopacy mniejsi.
Może to być rysunek samego Liama albo Liama i jakiejś dziewczyny...



Chodzi po prostu o to że tu będą same imagin o Liam'ie :)
W nagrodę napiszemy dla tej osoby imagin o którymkolwiek z nim i zamieścimy go na co najmniej 2 naszych blogach :p
No i poza tym rysunek ten będzie nagłówkiem naszego bloga :)

A więc, bierzcie udział. Tylko mamy taką prośbę, napiszcie w komentarzu czy są jakieś chętne i czas jaki potrzebujecie mniej więcej na wykonanie tej pracy :*



~crazy carrot
~crazy mirror

Poprawione :)

Hej kochane, wiem że może i jest was tu niewiele (wielu) ale chciałabym wam powiedzieć kilka ważnych rzeczy:
♥ TEN IMAGIN JEST TAKŻE NA NASZYM DRUGIM BLOGU (potem podam adres)
♥ WSZELKIE ZASTRZEŻENIA PROSZĘ PISAĆ, CHĘTNIE PRZYJMIEMY RADY :)
♥ PROSIMY O ZAMIESZCZANIE SZCZERYCH KOMENTARZY

I na koniec najważniejsze:
♥ PRZEZ KILKA DNI CIĘŻKO PRACOWAŁAM I POPRAWIAŁAM WSZYSTKIE BŁĘDY, WIĘC IMAGIN JEST TROCHĘ INNY NIŻ TEN KTÓRY MOGLIŚCIE JUŻ CZYTAĆ, ALE TO SĄ NA PRAWDĘ SZCZEGÓŁY.



Jeśli macie ochotę przeczytajcie jeszcze raz od nowa :)

~crazy mirror 
~crazy carrots

poniedziałek, 4 listopada 2013

Prośba.


ej na początek - chcecie dalsze części? Czy coś nowego pisać?

A po II - posyłajcie dalej! Komentujcie, to daje mega motywacje jak się widzi 10, 15, 20 lub 69 komentarzy!
I 4869 wejść a nie 11 :(


To jest ogromna radość, takie ciepło w sercu. Nie umiem tego wytłumaczyć, ale po prostu aż natchnienie samo przychodzi a słowa same wylewają się na "kartki" i powstają kolejne imaginy, opowiadania. A ja ktoś napisze że głupie, durne itp. To też pomaga w końcu uczymy się na błędach... A to sprawi że będę wiedzieć jakie błędy popełniam ♥♥
~crazy mirror

niedziela, 3 listopada 2013

Rozdział VII

- Nie, nie pozwalam ci wyjść. Jeśli nie chcesz jeść czekolady to nie jedzmy, zróbmy coś co chcesz.
- Liam, nie chodzi o to - zaczęłam i poczułam że w moich oczach zbierają się łzy - chodzi o to że pochodzimy z różnych światów.
-O czym ty mówisz, to nie ma znaczenia. Ważne jest to co się czuje. Nie zasobność portfela, wiek, pochodzie!
-Nawet nie wiesz jak bardzo cię kocham. Codziennie myślę o tobie. O tym co czuję. Ale ty jesteś sławny i bogaty a ja...
- Nie liczą się dla mnie pieniądze, dla ciebie też nie bo twoja matka zarabia więcej niż nauczyciel a mimo to byłaś ze mną.
- Ale mniej niż gwiazda pop! Mniej niż ty - przerwałam mu, a po moich policzkach pociekły łzy.
- Jak dla mnie mogłabyś mieszkać pod mostem i tak bym cię kochał. Nie liczy się to ile masz pieniędzy ale co czujesz! - powiedział i mocno mnie przytulił.
- Ja... Ja się boje - powiedziałam spokojnie i rozpłakałam się jeszcze bardziej.
- Nie masz czego, jestem tu. Już zawsze będę. Obiecuję - powiedział i dał mi całusa w czoło.
- Dlaczego ona płacze? - zapytał Louis, który najwyraźniej usłyszał i przybiegł na górę.
- Boi się - odpowiedział mu Liam przytulając mnie jeszcze bardziej.
- Czego?
- Że ją zostawię bo stwierdzę że nie jest dla mnie dość dobra. Zostaw nas samych, muszę z nią porozmawiać - powiedział Liam.
- Spoko, jak by co możesz na mnie liczyć. Pamiętaj że pomogę - powiedział Louis i wyszedł z pokoju.
Liam mnie mocno przytulił i nie puszczał mnie tak długo aż się nie uspokoiłam. Głaskał po głowie i nucił piosenki.
-Już dobrze?-zapytał kiedy się w końcu uspokoiłam.
-Tak, przepraszam po prostu to takie dziwne uczucie, kocham cię i nie chcę cię skrzywdzić - powiedziałam a po moim policzku pociekły kolejne, pojedyńcze łzy. Liam podniósł dłoń i z czułością otarł ciecz z policzków.
-Kocham cię i nigdy o tym nie zapominaj już na zawsze będziesz moją księżniczką. Nigdy, powtarzam NIGDY nie przestane cię kochać - powiedział i umieścił na moich ustach czuły pocałunek.
-Ja ciebie też - wymamrotałam i zamknęłam oczy, potem tak zasnęłam.
Liam zaniósł mnie na łóżko i przykrył kołdrą a sam usiadł w fotelu.
Poczułam że nie ma go w pobliżu, otworzyłam oczy i odwróciłam się w jego stronę. Nie zdążyłam jeszcze nic powiedzieć a on już klęczał obok swojego łóżka w którym spałam.
-Coś nie tak - zapytał z czułością.
-Tak - zdążyłam tylko powiedzieć bo mi przerwał.
-A co? - zapytał przestraszony.
-Ciebie nie ma obok - odparłam.
-Już to naprawimy - powiedział i położył się obok - a teraz lepiej? - zapytał.
-O wiele, wiele lepiej - powiedziałam posyłając mu zadziorny uśmieszek.
Liam objął mnie ramieniem, a ja szybko zasnęłam w akompaniamencie idealnej muzyki - bicia serca ukochanej osoby.
Przespałam jakieś dwanaście godzin co było moim rekordem, obudziłam się a budzik wskazywał piątą. Liam już nie spał, siedział na Twitterze, zerknęłam mu przez ramię i zobaczyłam miliony tweetów... Miłe i mniej miłe, niektóre wręcz okrutne. Po jego policzkach spływały pojedyncze łzy.
-Nie płacz, ja cię wspieram - powiedziałam przekonana że płacze z powodu niemiłych wpisów.
-Płaczę, bo się boje - odparł spokojnie.
-Czego?
-Raczej o kogo... - odpowiedział nieprecyzyjnie.
-A więc o kogo? - nie dawałam za wygraną.
-O ciebie kochanie - powiedział i rozpłakał się jeszcze bardziej.
-Dlaczego? - zapytam.
-Bo ludzie są okrutni, już wyzywają cię choć cię nie widzieli ale twierdzą że moja poprawa humoru może być spowodowana tylko i wyłącznie jakąś miłością i już cię nie lubią. Boje się że tego nie wytrzymasz - odparł spokojnie.
-Mając ciebie u boku zniosę wszystko - powiedziałam spokojnie.
Mocno przytuliłam Liam'a i zeszłam na dół. Postanowiłam że przygotuję śniadanie. Zerknęłam do szafek i lodówki, uświadomiłam sobie że ta kuchnia jest profesjonalnie wyposażona w sprzęt i jedzenie. A mając tyle produktów postanowiłam nie iść na łatwiznę przygotowując zwykłe kanapki... Wyciągnęłam więc makaron  z szafki, do tego biały ser, przyprawy w tym oregano, pieprz, sól... Dobrałam do tego kilka pomidorów, ser żółty. Do dzbanka nalałam sobie wody i postanowiłam przygotować makaron z zapieczonym srem z przyprawami... Rzecz jasna w sosie pomidorowym. Gdy zaczynałam przygotowywać do kuchni wszedł Harry.
- Hej mała - powiedział i cmoknął mnie w czoło.
- Hej - odparłam.
- Czemu nie śpisz?
- Postanowiłam przygotować śniadanie, poza tym wyspałam się - odparłam.
- Może pomogę, skoro odbierasz mi moje zadanie - zapytał, a raczej stwierdził Harry.
- Weź zrób z serem skoro masz zamiar się wtrącać - odpowiedziałam, lekko naburmuszona.
- Nie złość się - stwierdził, podwinął rękawy i wziął się do pracy... - zawsze ja przygotowuje śniadanie.
Po pół godzinie zapiekanka była już w piekarniku gdzie powinna się znajdować przez mniej więcej godzinę... Więc przygotowałam sobie i Harry'emu herbatę, zrobiłam też filiżankę herbaty dla Liam'a i zaniosłam mu do sypialni. Teraz wyglądał na jeszcze bardziej zdenerwowanego niż poprzednim razem.
- Co się dzieje? - zapytałam.
- Oni są dla ciebie okrutni - odparł.
- Ale nawet mnie nie znają, nie wiedzą nawet kim jestem - powiedziałam szybko.
- Boje się o ciebie... Załatwię ci ochronę.
- Nie, poradzę sobie.
- Ale....
- Nie, dam sobie radę. Nie martw się - powiedziałam i podałam mu herbatę.
Gdy chłopcy zeszli na śniadanie zegar wskazywał 7. Wydawać by się mogło że nikt tak wczas nie wstaje, ale oni jednak wstali. Podałam zapiekankę, Zayn nalał wszystkim kawy i usiedliśmy...
Śniadanie mijało spokojnie, aż do momentu w którym Liam wstał od stołu podszedł do mnie i...
-Cara czy uszczęśliwisz mnie i zostaniesz moją żoną ? Bym mógł spędzić resztę życia z kobietą którą kocham całym sercem...
W gardle mi zaschło, nie mogłam wypowiedzieć ani jednego słowa. Cisza przeciągała się w nieskończoność, widziałam skupienie chłopaków. Pot na czole Liama. Zdenerwowanie w jego oczach... Ta niepewność go męczyła a ja nie mogłam się wysłowić.

~crazy carrot
~crazy mirror

Rozdział VI

           Liam złączył nasze wargi w namiętnym pocałunku... Chłopcy wyszli zza ściany i zaczeli bić brawo, pokazałam im środkowy palec i ciągle trzymając za szyję mojego ukochanego przywarłam jeszcze bardziej go jego ust. Stałam już na palcach, bo byłam niższa od mojego kochanego i nie mogłam stać zupełnie prosto, ale Li w końcu się nade mną zlitował i podniósł mnie tak że zaplotłam swoje nogi w okół jego bioder.
- Ej tu są ludzie - krzyknął Louis...
- Myślałem że to on jest ten rozważny - dodał Harry i cała czwórka wybuchła śmiechem.
- Był do póki jej nie poznał - parsknął Zayn, a my nie zwracając zupełnie na nic uwagi napawaliśmy się swoją obecnością... W końcu Li chwycił mnie mocniej i ruszył w kierunku schodów.
- Gdzie idziesz? - szepnęłam do jego ucha, odrywając się na chwilę... Przy okazji biorąc głęboki wdech.
- Pokazać ci moją sypialnię... W końcu ja w twojej znam każdy zakamarek twojej a ty mojej nie widziałaś.

- Ale chłopcy... - szepnęłam i delikatnie przygryzłam jego ucho...
-Wypad stamtąd, idźcie na spacer - krzyknął na cały dom... Po czym dodał cicho - teraz już ich nie ma.
- Jesteś niemożliwy - szepnęłam i zaczęłam delikatnie muskać jego szyję, tak by pozostawić tam malinki...
- Mam jutro wywiad - szepnął.
- Trudno, ukryjesz je... - powiedziałam zadziornie - to ty niesiesz mnie do swojej sypialni w środku dnia.
- Ale ja nie mówię że od razu ma do czegoś dojść myszeczko - szepnął...
- Nie, no to mnie postaw i zaprowadź normalnie - powiedziałam, choć skrycie liczyłam że tak na prawdę on chce czegoś więcej.

- Nie... - powiedział zadziornie - Jednak cofam swoje słowa. Chcę czegoś więcej.
- Czy jestem dla ciebie tylko dziwką - zapytałam, gdy ten naciskał na klamkę... Od razu cofnął rękę.
- Nie, nigdy tak nie mów. Jesteś dla mnie życiem. Jesteś dla mnie powietrzem. Jesteś dla mnie wszystkim. Każda minuta, sekunda z tobą sprawia że moje serce bije mocniej, w moim brzuchu lata stado motyli a mój mózg topnieje i nie jest ważne czy zachowuję się racjonalnie czy nie. Nie ważne jest dla mnie także to czy świat się skończy za minutę, dziesięć, godzinę czy sto lat - z tobą mógłbym umierać w każdej chwili. Byle by tylko przed śmiercią zobaczyć twój uśmiech i byle bym mógł skosztować twoich pysznych jasno herbacianych ust. Bym mógł wtulić głowę w twoje włosy i czuć ich śliczny limonkowy zapach... Bym mógł przed śmiercią głaskać cię w głowę i mówić "Będzie dobrze kochanie"... Jesteś dla mnie jak marchewki dla Louisa, jak koty dla Harrego... Jak...
- Cii... - powiedziałam przerywając jego cudowny, acz już przydługawy monolog i pocałowałam go w usta...
- Dlaczego tak pomyślałaś?
- Bo szybko zmieniłeś zdanie, bo od razu chciałeś się ze mną kochać...
- Jeśli nie chcesz...
- O nie, ja chce... Ale... Zresztą nie ważne już, lepiej pokaż mi tą swoją sypialnię - powiedziałam i spróbowałam chwycić klamkę lecz o mało nie spadłam. Na szczęście Liam stał ze mną przy ścianie więc tylko się o nią oparłam. Liaś chwycił klamkę i otworzył drzwi do swojej olbrzymiej sypialni. Była ona kremowo-brązowa. Na środku stało wielkie łóżko, na którym leżała pościel w brązowe i fioletowe koła... Pod ścianą stała biblioteczka a obok niej dwa śliczne brązowe fotele a na nich leżały fioletowe poduszki. Cały pokój był w ślicznym nowoczesnym stylu...
- Śliczny masz pokój - wyszeptałam wprost do jego ucha - a najbardziej podoba mi się łóżko, przetestujemy je - zapytałam z nadzieją.
- A chcesz... - zapytał czule. Pocałowałam go, najbardziej namiętnie jak potrafiłam.
- Rozumiem że to miało być tak - powiedział i rzucił się ze mną na łóżko.

Liam, bardzo delikatnie rozpiął moją bejsbolówkę i zaczął mnie czule całować po rękach... Wsuwając ręcę pod moją bluzkę... Powrócił do moich ust szybko chwyciłam go za szyję i przyciągnęłam bliżej... Podniósł mnie do pozycji siedzącej i ściągnął moją bluzkę... Z ust przeszedł na mój brzuch i dokładnie całował jego powierzchnię... W pewnym momencie poddałam się tej sytuacji i rozpięłam jego koszulę... Dopiero teraz przypomniałam sobie jak bardzo jest umięśniony... Jak bardzo silny i męski... Zaparło mi dech w piersiach
- Coś się stało - zapytał, przerywając całowanie mojego brzucha.
- Nie, tylko zapomniałam jaki męski jesteś.
- Ja... Męski... Hmm... A ja zapomniałem jaka ty śliczna. Choć nie, nie zapomniałem co noc o tobie śniłem.
- Ja o tobie też - wyszeptałam i wróciłam do przerwanego zajęcia.
       Ten stosunek z Liamem był najlepszy! Był czuły i namiętny ale równocześnie dwa razy bardziej niebezpieczny i zabroniony. Gdy skończyliśmy się kochać jeszcze długo rozmawialiśmy a w końcu do pokoju wpadł Harry
- Przepraszam - powiedział i zakrył sobie oczy, a Liam podciągnął mi kołdrę aż po samą szyję...
- Udusisz mnie - szepnęłam.
- Przepraszam - powiedział i zbliżył się do moich ust...
- Ej GOŁĄBECZKI! - wykrzyczał Hazza
- Czego?! - krzyknął Li
- Mamy gościa, Simon przyszedł - powiedział spokojnie Harry i zamknął drzwi.
- No nie 
krzyknął Li.
- Spokojnie schowam się tu.
- Nie, pójdziesz ze mną a ja mu o nas powiem - wykrzyczał radoście Liaś - Simon jest spoko - dodał po chwili...
- Ale...
- Nie, nie ma ale!

- Ale Li, kochanie... To jest... - zaczęłam ale gdy tylko ten na mnie spojrzał ucichłam. Nie chciałam kłucić się z kimś kto mnie kochał. Kogo ja tak szaleńczo kochałam - Dobrze, pójdę z tobą, tylko się na mnie nie złość
- Na ciebie nie potrafię się złościć, kochanie. - powiedział i złączył nasze wargi w namiętnym pocałunku.
- Ja tu ciągle jestem. I Simon także tu jest, zakochane ptaszki - powiedział Hazz w śmiechu wychodząc z pokoju. - Macie pięć minut albo Simon sam tu przyjdzie - powiedział gdy już drzwi były już prawie zamknięte. Spowodowało to że od razu wstaliśmy i Li zaprowadził mnie pod prysznic, tak bardzo kuszące było wciągnięcie go pod ten prysznic, albo wskoczenie z nim do tej ogromnej wanny, ale cóż - Oni mieli ważnego gościa a ja wskoczyłam na 2 miejsce.
- Dla mnie zawsze będziesz najważniejsza. Nie zapominaj o tym - szepnął mi do ucha jak by czytał w moich myślach. - Zejdź za chwilę na dół myszko... - dodał wychodząc z łazienki.
          Gdy skończyłam brać prysznic wyciągnęłam koszule z szafy Liaśka w czerwoną kratkę i ubrałam do tego swoje czarne rurki. Powoli i nie pewnie zeszłam na dół, gdzie chłopcy siedzieli z Simonem w salonie. Liam zauważył mnie jako pierwszy za jego wzrokiem powędrował Hazz i Louis, a już chwilę potem przyglądał mi się Simon. Stałam tak kilka minut, po czym z każdą kolejną sekundą traciłam odwagę. W końcu zapytałam:
- Czy coś nie tak ???
- Nie kochanie wyglądasz ślicznie - odpowiedział mi Liaś posyłając mi jeden z najpiękniejszych swoich uśmiechów.
- A więc to ty jesteś za to wszystko odpowiedzialna - powiedział Simon - Ale  to nie jest źle bo w końcu Liam jest szczęśliwy co sprawia że i ja jestem szczęśliwy... - powiedział, wstał, podszedł do mnie i mocno mnie uściskał - witamy w rodzinie.
- Aaaaa... - dałam rade wydusić z siebie tylko pierwszą literę alfabetu - Dziękuuuję...
- Ja uciekam chłopcy mam jeszcze kilka ważnych spotkań.
- Pa Simon - Krzyknęli chórkiem.
- Onnn o nas wiedziaaał... Chłopcy juuuż muu, o nas kilka dni wcześniej powiedzieli.
- Chcieliśmy pomóc- powiedział Hazz
- Właaaśnie... - Krzyknął Lou z kuchni.
- Nic się nie stało, ale może któryś z was mnie odwiezie do domu. trochę późno się zrobiło.
- Zostań na noc kochanie - zaproponował Liam
- Aleee... Moja mama - powiedziałam.
- Ja to załatwię - powiedział Harry i wyciągnął komórkę z kieszeni. A już po chwili spokojnie rozmawiał z moją mamą  po skończonej rozmowie oznajmił mi że mogę zostać jak długo chcę a on zaraz z chłopakami przywiezie mi ciuchy. I od niechcenia dodał, że moja matka za 2 dni wyjeżdża do Hiszpanii i Francji, i prosiła żebyśmy się tobą zaopiekowali.
- Jak ty to... Ale że jak... Ona, ty! - jąkałam się ze zdziwienia jak łatwo Harry owinął sobie moją matkę wokół palca. Mimo iż nie słyszałam tego co ona mówiła to doskonale wiedziałam, że nie próbowała nawet protestować.
- Dzięki Hazz, odwdzięcze się - powiedział Li i pociągnął mnie za nadgarstek do pokoju. Jego uścisk był pełen władzy, ale równocześnie delikatny.
- Kochanie, muszę pojechać po ubrania.
- Eeee... Nie musisz ja z Zaynem zajadę - powiedział Harrold, biorąc kluczyki z szafki, ciągnąc Zayn'a za sobą i nie dając mi czasu na protest.
- Chyba zostaliśmy sami - szepnął Li na ucho, obejmując mnie równocześnie w pasie i przyciągając do siebie.
- Jest jeszcze Lou - przypomniałam.mu szybko.
- Nie, mnie nie ma - krzyknął Louis wychodząc z kuchni z pudełkiem lodów.
- Ale cie widze - powiedziałam z uśmieszkiem na ustach.
- Ale ja ide oglądać "Harrego Pottera", więc tak jakby mnie nie było.
- Tak, jak on zacznie oglądać to tak jakby go nie było słoneczko.
I mimo moich prób wylądowaliśmy w sypialni Liasia, ale jednak tym razem nie doszło do niczego. Liam zaprezentował mi swój zbiór książek i płyt. Po czym posadził w najwygodniejszym fotelu na świecie, a sam gdzieś wyszedł...
- Prawa czy lewa - zapytał jak tylko wrócił do pokoju.
- Lewa - odpowiedziałam bez wachania, a on wyciągnął zza pleców wielką tabliczke czekolady
- Dobry wybór - szepnął i usiadł w drugim fotelu.
- Li, co ty wyprawiasz - zapytałam zdziwiona jego zachowaniem.
- Spędzam czas z ukochaną.
- Li, i tak już będzie zawsze?
- Ale jak? - zapytał zdziwiony moim pytaniem.
- Liam, kocham cię ale między nami jest ogromna przepaść. Źle czułam się gdy byłeś moim nauczycielem, ale powtarzałam sobie - jeszcze tylko trochę, potem już nie będzie twoim nauczycielem. Potem ty powiedziałeś że rzucisz pracę a ja poczułam się winna i szczęśliwa równocześnie. A potem okazało się że jesteś gwiazdą... Między nami zawsze była przepaść - nie możemy zaprzeczyć. Może nie jesteśmy dla siebie stworzeni. Ja powinnam teraz wyjść i nie wrócić. I zdobię to dla naszego dobra. Zrozum mnie Liam. I pamiętaj ZAWSZE będę Cię kochać - powiedziałam, wstałam i ruszyłam w stronę drzwi ale zanim zdążyłam wyjść zatrzymał mnie mocny uścisk dłoni...

~crazy carrot
~crazy mirror

Rozdział V

- Odszedłem ze szkoły...
- Mówiłeś że to zrobisz, ale dlaczego tak szybko.
- Bo obiecałem że po wycieczce...
- Ale teraz nie będę cię widzieć przez długi czas... - zaczęłam a po mim policzku pociekła łza...
- Kochanie - zaczął i otarł mi łzę z policzka - będziesz mnie widzieć, twoja mama rzadko jest w domu, raczej w różnych filiach firmy na całym świecie... Na dodatek nie miesiąc tylko siedemnaście dni - odparł spokojnie... - A gdybym odszedł dzień przed twoimi urodzinami a potem byśmy oświadczyli że jesteśmy razem mogli by coś podejrzewać - odparł.
- Ale co by ich to obchodziło, co by nas obchodziło - powiedziałam, płacząc...
- Nie płacz bo łamie mi się serce jak widzę twoje łzy - powiedział Li i mocno mnie przytulił - może i nic, ale mogli by mnie pozwać. Nie wygrali by ale sprawa ciągła by się miesiącami.
- A teraz masz pewność że cię nie pozwą? - zapytałam lekko zła.
- Nie nie mam, ale mam dwadzieścia dni by cię uwieść, a nie jestem twoim nauczycielem - odparł spokojnie...
- Ale... Ale... Masz rację - przyznałam niechętnie...
- Dziękuję...
Minął tydzień od kiedy Liaś odszedł ze szkoły. Do końca roku pozostało niecałe sześć miesięcy, do moich osiemnastych urodzin niespełna dziesięć dni... Już nie mogłam się doczekać, ukończenia szkoły. Ukończenia pełnoletności. Bycia już zawsze z Liasiem. Od czasu mojego powrotu z Paryża mama była w domu dwa dni... Potem znów wyjechała... Plus z jej pracy był taki że miałam duże kieszonkowe, ładny dom w dobrej dzielnicy, wszystko co chciałam. Minusem był ciągły brak matki... Tęskniłam za nią....
Nadeszła sobota, dzień przed moimi urodzinami... W tym roku, mama wyprawiła mi przyjęcie w restauracji. Ja miałam się tam pokazać jutro o dwudziestej i tak postanowiłam zrobić..
Wstałam o 12 poszłam zrobić sobie śniadanie i zaczęłam oglądać jakieś telenowele. Nie zorientowałam się ze jest już 15.30 nagle dostałam esemesa od Li.
-Spotkajmy się o 17 w parku. A wiec ubrałam sukienkę ledwo sięgającą do ud i wysokie szpilki w końcu miałam dzisiaj 18.
Gdy dotarłam na wyznaczone miejsce, było za pięć siedemnasta... Nagle ktoś zakrył mi oczy i powiedział:
- Zgadnij kto to!
- Liam - powiedziałam pewna siebie...
- Nie...
- Eee... - zdziwiłam się, tylko on mógł wiedzieć że tu będę. Ale racja, to nie był jego głos... Nagle ktoś odsunął ręce a moim oczom ukazał się Li...
- To nie jest śmieszne powiedziałam...
- Wiem - powiedział i posłał mi najpiękniejszy ze swoich uśmiechów... Nie odwracałam się za siebie w poszukiwaniu nieznajomego, który zakrył mi oczy...
- Ślicznie wyglądasz - powiedział i usiadł obok mnie... Objął mnie ramieniem i musnął mój policzek, no cóż... Szkoda że tylko policzek - w końcu miałam osiemnastkę, mógł się bardziej wysilić. Ale zauważył moją minę...
- Posłuchaj - powiedział... Do oczu napłynęły mi łzy, ale on mówił dalej - nie wiesz o mnie wszystkiego... - W tym momencie obróciłam się za siebie, ale nikogo tam nie było. Byliśmy sami.
- Masz dziewczynę, nie kochasz mnie... To był zakład - zaczęłam szukać najgorszego scenariusza...
- Nie - odparł spokojnie - pamiętasz jak w hotelu odwiedził cię Harry...
- Tego się nie da zapomnieć...
- No właśnie, on nie szukał przyjaciółki, szukał mnie...
- Ciebie...? - powiedziałam...
- Tak - odparł i wyrwał sobie nos, a właściwie silikonowy nos... Ściągnął soczewki i zobaczyłam go w całej okazałości... To był Liam Payne, ale to był Liam Payne z zespołu One Direction... Zakochałam się w gwieździe... Chodziłam z własnym idolem...
- Co to ma być? Ukryta kamera - krzyknęłam...
- Nie, to się zaczęło niewinnie. Od zakładu że nie wytrzymam przez miesiąc jako nauczyciel. Ale wtedy pojawiłaś się ty i tylko ty się zaczęłaś liczyć, nie zakład. Nie zespół... Tylko ty. Postanowiłem powiedzieć ci prawdę przy pierwszej okazji, ale na wyszedł ten wyjazd... Potem inne komplikacje. Ale teraz musiałem ci powiedzieć. Nie mogłem cię dłużej oszukiwać. Ja cię kocham... Naprawdę - powiedział i chwycił moją dłoń. Ale ja się wyrwałam i uciekłam, byłam przerażona...
- Zaczekaj... - krzyczał za mną.
Nagle przed oczami, na skraju parku wyrosła mi czwórka pozostałych członków zespołu, ale ja nie zwróciłam na nich uwagi. Po prostu biegłam.
Gdy dobiegłam do domu, rzuciłam szpilki - które od kilku przecznic trzymałam w rękach - w kąt i zamknęłam się w pokoju.
Nazajutrz mama zrzuciła mnie z łóżka o szesnastej, mówiąc że mam się przygotować na imprezę - ale ja nie miałam na nią ochoty... Chciałam być sama. Ze swoimi problemami...
Mimo wszystko wyszłam z domu i poszłam na swoje urodziny. Dostałam tonę prezentów, wszyscy się świetnie bawili... Oprócz mnie... Liam dzwonił i pisał co kilka minut ale ja odrzucałam telefony i nie czytałam wiadomości...
Ten tydzień był męczący - zerwałam z Liam'em, moje serce pękło na pół. Nowy nauczyciel był stary i brzydki a na dodatek głupi... Tęskniłam za wspólnymi nocami i porankami, za pocałunkami, za jego zapachem. Ale on mnie oszukiwał przez miesiące - nie mogłam do niego wrócić...
- Masz gościa - zawołała mama... Niechętnie zeszłam na dół. W progu stał Harry Styles
- Taak... - zapytałam.
- Jestem tu w imieniu Liama, on tęskni. Właściwie to on... On... On się załamał.
- Wie że tu jesteś - zapytałam.
- Nie - powiedział szczerze - mogę wejść?
- Jaaasne...
- Posłuchaj - zaczął Styles - on cie na prawdę kocha, to że nie powiedział ci wcześniej to tylko lęk. Lęk że nie będziesz go kochać, tylko jego sławę, pieniądze...
- Harry, ty się popatrz! Ja mam pieniądze - powiedziałam, pokazując zamaszystym ruchem dom... - nie mam sławy, ale mogłabym być celebrytką gdybym chciała, mam wystarczająco dużo pieniędzy... Ale nie chce. A on powinien to odkryć, powinien to wiedzieć. A przede wszystkim powinien być szczery...
- Posłuchaj - przerwał mi Harry, niewiarygodnie - on się w tobie zakochał. A już niejedna dziewczyna złamała mu serce chcą tylko jego blasku. Był ostrożny. Proszę pójdź ze mną. On nie chce jeść, wychodzić z pokoju... Kąpać się - powiedział - a co najgorsze on przestał śpiewać. W ogóle to bardzo mało mówi... - powiedział mój gość - proszę daj mu szansę... Ja wiem, że ty też go kochasz. I sama się oszukujesz że zapomnisz... Wmawiasz sobie że on nic nie znaczy a to nie prawda, stał się dla ciebie kimś baaardzo ważnym.
- On ma rację - powiedziała mama wychylając się z kuchni - kochasz go... Nie zapraszałabyś go inaczej tak często do domu jak mnie nie było...
- Skąd wiesz - powiedziałam przestraszona...
- Babcia. I sąsiadka... - odparła - idź z Harrym.
Mimo wielkiej niechęci poszłam ze Styles'em nie wiedziałam dla czego zachowywałam się przy nim normalnie... Gdy dotarliśmy na miejsce, Harry otworzył mi drzwi i zaprowadził mnie do środka...
- Harry to ty? - zawołał tak dobrze znany mi głos, znany z piosenek. To był Zayn...
- Tak - odkrzyknął mój towarzysz...
- To dobrze!
- Przyprowadziłem gościa - powiedział spokojnie.
- Kogo -zapytał Zayn...
- Ukochaną Liama!
- Nie żartuj...! - krzyknął Zayn wychodząc z przyległego pokoju... Za nim wybiegł Louis i Niall...
- No proszę, zagubiona połówka się znalazła - powiedziała Louis, szczerząc się...
- Przestańcie bo ucieknie - przerwał im Harry.
- A dlaczego miałaby uciekać - dopytywał Niall.
- Jesteśmy słodcy - dorzucił Lou...
- Ej! - krzyknął Zayn - spłoszycie dziewczynę, wystarczy że raz uciekła przed Liam'em. Nie musi drugi raz wybiegać... Prawda - to ostatnie było skierowane do mnie.
- Yhmmm - wydusiłam niepewnie. Zayn podszedł objął mnie ramieniem i zaprowadził do salonu. Posadził na wielkiej brązowej sofie... - Poczekaj - dorzucił na odchodnym.
Po chwili do pokoju wprowadzili Liam'a, a właściwie wnieśli go z zawiązanymi oczami...
- Puścicie mnie. Chcę być sam. Spieprzyłem - krzyczał chłopak, próbując im się wyrwać. Ale cóż mój Liaś był sam a oni byli czterej. W końcu postawili go na dywanie przed kanapą. I chwycili by nie uciekł... Odwiązali mu oczy, a on się o mało nie popłakał. Harry wyprowadził wszystkich z pokoju, ale wiedziałam ze stoją za ścianą. Było ich widać, to był tylko kawałek ściany oddzielający hall od salonu, jadalni i kuchni...
- Przyszłaś - powiedział z uśmiechem - na prawdę przyszłaś.
- Nie do końca, przywiózł mnie Harry.
- Och... A więc jednak się odkochałaś - powiedział a w jego oczach zobaczyłam łzy. Nagle stałam się odważniejsza, wszystko wróciło, zrozumiałam że on mnie naprawdę kocha. A ukrywał się bo się bał... Wstałam i krzyknęłam:
- Ej wy z za ściany! Wynocha! - Liaś się uśmiechnął, a Harry wybuchnął śmiechem i pociągnął chłopaków w głąb domu.
Podeszłam do Liasia i otarłam łzę z policzka...
- Przestań głuptasie - powiedziałam czule - ja cię ciągle kocham. Umierałam jak cię przy mnie nie było... Moje serce przestawało bić, wychodzenie z domu było dla mnie najtrudniejszą rzeczą w świecie. Musiałam wyjść i mówić "Czuję się świetnie. Jest świetnie" ale tak nie było... - powiedziałam i przybliżyłam się jeszcze bardziej. Tym razem to on otarł moją łzę i powiedział:
- Ja w ogóle nie wychodziłem. Musiałbym wtedy mówić "Jest cudownie, daje chcę śpiewać. A trzy miesiące mojej nieobecności i to że tego nie zauważyliście to najnormalniejsza rzecz na świecie..." - powiedział i uśmiechnął się - jedzenie śniadań nie było zabawne, poranne pobudki w pustym łóżku bolały mnie podwójnie...
- A lekcje angielskiego były bardzo nudne - dodałam gdy byliśmy już bardzo blisko siebie...
- Bo nic tak nie motywuje do nauki angielskiego jak romans z nauczycielem - powiedział i złączył nasze wargi... Byłam w niebie. W końcu byłam w niebie...
- Kocham cię - wyszeptałam mu do ucha...
- A ja cię nie kocham - powiedział, łzy napłynęły mi do oczu a on wykrzyczał - ty jesteś moim sercem, jesteś moim życie. Bez ciebie umieram... - uśmiechnęłam się - Więc nie mogę cię kochać... Bo ja muszę cię kochać, muszę cię wielbić - powiedział mi do ucha....

~Crazy carot
~crazy mirror

Rozdział IV

Chciałam krzyczeć "On jest mój. Dotkniesz go a zginiesz" ale nie mogłam, on był mój... Ale był też moim nauczycielem. A przez to co było między nami mógł pójść do więzienia, albo stracić prawo do wykonywania zawodu... A to była ostatnia rzecz na świecie jakiej pragnęłam. Zniosłabym to że miałabym go więcej nie zobaczyć ale nie zniosłabym zniszczenia mu życia z tych dwóch okropnych opcji wybrałabym tą pierwszą jeśli nie było by innego wyjścia. Ale on powiedział że odejdzie z pracy po powrocie z wycieczki, a potem kilka dni lub tygodni rozłąki i będziemy mogli być razem. Nie ukrywając się przed światem...
Gdy autobus się zatrzymał nie świadomie chwyciłam rękę Li lecz nikt tego nie widział na szczęście.
Po tym jak rozdali nam klucze do pokoju ucieszyłam się iż miałam pokój obok Li. Lecz jednak to ciągle był pokój obok a nie z nim. Miałam ochotę płakać i nie przestawać. Po co ja jechałam... Przecież wiem - żeby go codziennie widzieć. Żeby cieszyć się jego widokiem... Weszłam do pokoju i zobaczyłam róże na stole, a w nich karteczkę "Wiem że nie powinienem, ale mój kolega jest tu menadżerem - osobiście je przyniósł - Kocham Cię, twój na zawsze... Przepraszam za te pokoje." Ucieszyłam się... Wiedziałam że było mu przykro mnie zresztą też, pani Crasky miała prawie pięćdziesiąt lat i ważyła niecała dziewięćdziesiąt kilogramów - on by z nią nie mógł. A na dodatek. Ona zasypia o dziewiętnastej - do czego sama nam się przyznała. A Liaś chodzi spać po północy. Do dwudziestej zwiedzamy miasto i mamy zajęcia. Potem kolacja. Pani Crasky pójdzie spać, a on będzie ze mną esemesować...
A wiec ubrałam sobie miętowe rurki, bluzkę z sercem, do tego bejsbolówka, miętowe baleriny, i czarna torebkę i byłam gotowa na pierwsze zwiedzanie miasta.
Rozpakowanie zajęło mi pół godziny i tak musiałam się w takim czasie rozpakować iż była zbiórka, gdy Li mnie zobaczył przygryzł wargę i posłał mi złowieszcze spojrzenie. Nie mogło być mniej seksownie. A przynajmniej nie dla mnie. Miałam spodnie do kostek, bluzka prawie nie ukazywała mojego dekoltu... Bejsbolówka dopełniała całości... A zwykłe złote bransoletki były w końcu tylko bransoletkami. Co bym musiała założyć by on się nie złościł HABIT?! "No kochanie, proszę, nie złość się" - mówiło moje spojrzenie... Na co on się tylko uśmiechnął...
Na zbiórce otrzymaliśmy plan na nadchodzący tydzień. Dziś w planach mieliśmy wieżę Eiffla, katedrę Nother-Dame oraz Łuk Triumfalny, potem zajęcia z jakimś wykładowcą Angielskiego. A resztę dnia mieliśmy wolną... Pod warunkiem że profesor skończy przed dwudziestą. No cóż - całkiem fajnie, byle tylko mogłam się trzymać blisko Liasia... Wiedziałam jednak że muszę zachować jakiś stosowny dystans...
Gdy wróciliśmy do pokoi była 21.20. Po szlam się umyć. Gdy wyszłam z wanny była 22.00. O 22.40 ktoś zapukał do drzwi to był nie kto inny tylko Harry Stylies. Co on chciał u mnie w pokoju a do tego o tej porze.?!?
- Słucham...
- Eee... - odpowiedział - chyba nie ten pokój.
- A kogo szukasz - zapytałam, jakim sposobem ja byłam taka spokojna...
- Koleżanki - odpowiedział najzupełniej w świecie...
- No to ci nie pomogę, mam sama pokój - powiedziałam i zamknęłam drzwi...

Za 5min dostałam esemesa od Li kto o tak późnej porze do mnie przychodzi, ja na to ze Harry Styles pomylił drzwi.
- Że kto - zapytał, a ja nie wiedziałam co o tym myśleć.
- Harry Styles - odpisałam.
- No dobrze ale co on stamtąd chciał - zapytał.
- Szukał koleżanki - odpisałam - a skąd wiesz że ktoś u mnie był - napisałam kolejnego esemesa...
- Słyszałem rozmowę - odpowiedział. - Lepiej idź spać - dostałam kolejnego esa...
- Dlaczego?
- A patrzyłaś na plan? Jutro pobudka o piątej trzydzieści.
- To lepiej pójdę - napisałam, uprzednio sprawdzając plan.
Następnego dnia wstałam o 4 bo nie mogłam spać po pewnej chwili dostałam esemesa
-Czemu już nie spisz?
- Skąd wiesz ze nie śpię?
-Bo mamy łózko obok siebie ale przez ścianę się nie widzimy a tu są takie cienkie ściany ze wszystko słychać.
- Aha. Nie mogłam spać bez ciebie.
- Czemu mnie tak kusisz?
- Nie kusze cię, a na pewno nie specjalnie. Ja się idę przygotować.
Dzisiaj było ciepło wiec ubrałam sukienkę do kolan i baleriny pod kolor sukienki oraz wzięłam białą torbę
Wyszłam z pokoju pięć minut przed zbiórką, dziewczyny się do mnie dobijały esemesami. Ale ja nie miałam ochoty wychodzić. Ale jak mi napisały że jeden z opiekunów za raz po mnie przyjdzie byłam przy drzwiach w dziesięć sekund...
Jednak tym opiekunem okazał się mój Liaś...
- No proszę, wyszłaś w końcu. Bałem się że coś sobie zrobiłaś... No i jak ty się ubrałaś...
- Ale co jest nie tak, jestem poplamiona?
- Nie, po prostu wyglądasz ślicznie i ponętnie - szepnął gdyż byliśmy już prawie przed recepcją gdzie wszyscy na nas czekali. A właściwie na mnie, bo on już tam wcześniej był.
- Znalazłem zagubioną - powiedział jak byliśmy już blisko.
- Całe szczęście - powiedziała sarkastycznie pani Crasky - No to chodźmy...
Gdy wyszliśmy z budynku, okazało się że jest jeszcze cieplej niż się spodziewałam... Szłam trzy osoby za Liasiem... Obserwując go, ale nikt nic nie podejrzewał, wszyscy myśleli że podziwiam widoki, tak jak inni...
Dotarcie do celu zajęło nam pół godziny. Stanęliśmy przed bardzo rozpoznawalnym trójkątem – wejściem do Luwru... O matko od dawna chciałam go zwiedzić... Marzyłam o zagłębieniu się w jego korytarzach...
Zwiedzałam Luwr po raz pierwszy w końcu weszłam przez przypadek do jakiegoś ciemnego pomieszczenia błądziłam i nie mogłam znaleźć wyjścia. Nagle ktoś złapał mnie za nadgarstek i złączył nasze wargi. Lecz ja się nie oderwałam od nieznajomego w końcu poczułam perfumy Liasia. Po oderwaniu się od niego powiedziałam że tego mi brakowało.
- Wiem - odszepnął mi do ucha... - Jak dobrze że tu jest ciemno.
- A skąd wiedziałeś że jestem tu sama?
- Widziałem jak wchodziłaś... A wcześniej nikogo tu nie było - odparł.
- A co jeśli ktoś nas zobaczy? - zapytałam
- Tu tu jest ciemno...
- No ale co z tego, może mieć latarkę.
- Przecież tylko rozmawiamy - odparł najspokojniej w świecie.
I nagle jak na zawołanie do pomieszczenia weszła pani Crasky...
- Jest tu ktoś - zapytała... Liaś zatkał mi usta i pociągnął mnie pod ścianę. Bałam się że pani Crasky naciśnie jakiś guzik, zaświeci światło i nas zobaczy. Ale ona tylko zawołała i wyszła... Odczekałam jeszcze chwilę i zapytałam:
- Skąd wiedziałeś że nie zaświeci jakiegoś światła...
- Bo znam Luwr - odparł - jestem tu już po raz trzeci i wiem że tu nic nie ma, ani światła ani żadnej wystawy.
- Pewnie często się tu całujesz z dziewczynami - zaczęłam się droczyć...
- Nie jesteś pierwsza. Ale już się tu kiedyś ukrywałem...
- Hmmm? - zapytałam w miarę wymownie.
- Ukrywałem się przed znajomymi.
- Spoko czekaj dostałam esa. To dziewczyny pytają gdzie jestem wyjdę i opisze im jakiś obraz a później tobie dam znać ok?
-Ok.
Zrobiłam jak postanowiłam. Wyszłam i opisałam dziewczynom obraz gdy do mnie przyszły dałam znać Li, gdzie jesteśmy na szczęście wtedy kończyło się zwiedzanie wiec Payne po nas przyszedł. - Wracamy... - oznajmił - teraz obiad. Jaką restauracje proponujecie...
Dziewczyny nie zastanawiały się długo nad wyborem restauracji... Miały już jedną upatrzoną, zamawianie dań też nie zajęło im dużo czasu...
Do hotelu wróciliśmy przed dwudziestą. Po Luwrze i obiedzie mieliśmy trzy godziny w centrum handlowym. Kupiłyśmy kilka ciuchów i pełno bransoletek.
Kolejne dni minęły niespostrzeżenie w końcu nadszedł ostatni dzień naszego pobytu w Francji. W tym czasie wiele się nauczyliśmy ale jeszcze więcej zwiedziliśmy i kupiliśmy. Liaś każdego dnia tęsknił bardziej, zresztą ja też. Prowokowały go już nawet głupie czarne rurki z szarą bluzką na której była wielka złota litera L..., oraz czarne szpilki sandałki... Zresztą to tak jak mnie jego zwykłe rurki i bluza z kapturem - tęsknota była ogromna i jeśli mielibyśmy tu spędzić kolejny tydzień to nie dalibyśmy rady.
Gdy wracaliśmy znowu siedziałam kolo Li. Tym razem dla tego że się źle czułam, gdy zasypiałam czułam na sobie jego zmartwione spojrzenie. Po powrocie do domu mamy nie było. Z resztą jak zwykle, bo w końcu ona bywa na 2-3 godziny w domu i znowu ucieka do pracy.
Gdy napisałam Li że jestem sama, ten stał pod moimi drzwiami po kilku minutach - czułam że się martwi. Nie chciałam by był smutny - zaprosiłam go do środka. A ten ledwo przekroczywszy próg, zamknął i zakluczył drzwi wziął mnie na ręce i zaniósł do mojego pokoju... Rozebrał mnie zostawiając samej bieliźnie, podał mi moją piżamę ale kazał jej nie ubierać. Sam natomiast poszedł do mojej łazienki, odkręcił wodę po czym wrócił do mnie, znów wziął mnie na ręce i zaniósł do wanny. Ciepła woda, piana i Liaś - czego więcej mi było trzeba... Li zszedł na dół i wrócił z dwoma kieliszkami...
- Nie jesteś jeszcze pełnoletnia, więc nie ma tu alkoholu. Ale przynajmniej jest romantycznie - powiedział a na jego twarzy zagościł uśmiech...
- Dziękuję - powiedziałam przyjmując kieliszek...
Wzięłam długą i relaksującą kąpiel. Ale Li nie spuszczał mnie z oka. Potem zaniósł mnie do łóżka i przykrył kołdrą. Sam poszedł i umył kieliszki, oraz odstawił je na miejsce zacierając wszelkie ślady... Wrócił do mnie i zapytał:
- Kiedy wraca twoja mama?
- Nie wiem, poczekaj - powiedziałam i wyciągnęłam telefon... Napisałam mamie esemesa, ta odpisała po kilku chwilach: "Bilet mam zarezerwowany na pojutrze. Ale jeśli mnie potrzebujesz to przebukuję na już". Na co ja szybko odpisałam "Nie, byłam tylko ciekawa"... Po kilku chwilach znów otrzymałam wiadomość "Kocham cię"... "Ja ciebie też" napisałam i odłożyłam telefon.
- Mama wraca pojutrze.
- To zostaję na noc. A ty śpij. Będę czuwał.
- Spokojnie nic mi nie jest. Tylko się zatrułam jakimś jedzeniem. Już mi lepiej. A ty się kładź spać – powiedziałam czule.- Ale wiedziałam że on to wie. Tylko że był nad zbyt opiekuńczy...
Gdy się obudziłam była piąta rano, Liaś spał z głową na łóżku, ale całe ciało miał na podłodze. Delikatnie go szturchnęłam, gdy to nie pomogło dałam całusa w czoło... Na co on szybko wstał...
- Coś się stało...?
- Nie, tylko dlaczego śpisz na podłodze? - zapytałam czule...
- Mówiłem że będę czuwał...
- Wiem, ale mogłeś się położyć na łóżku - odparłam...
- Nie chciałem ci zajmować miejsca - odparł spokojnie.
- Dla ciebie zawsze się tu znajdzie miejsce - powiedziałam...
- Dziękuję słoneczko. Lepiej już ?- zapytał nagle.
- Tak dziękuję - powiedziałam i pociągnęłam go do siebie - ale będzie lepiej jak...
- Zrobię to - powiedział i złączył nasze wargi...
- Tak, dokładnie. Stęskniłam się - powiedziałam.
- Ja też, nawet nie wiesz jak bardzo...
- Oj wiem, wiem Liaś... - powiedziałam słodko...
Leżeliśmy tak z półtorej godziny, on gładził moje włosy, całował mnie w czoło, usta, nos i szyję. Ja natomiast wtulałam się w jego tors, całowałam go w niego i wdychałam jego cudowny zapach...
- Kocham cię, wiesz - szepnęłam.
- Wiem, ja ciebie też...
Gdy wstaliśmy była jedenasta... Nic nam się nie chciało, nie mogliśmy wyjść by nas nikt nie zobaczył. Włączyliśmy więc jakąś komedię i przytuleni do siebie usiedliśmy na kanapie, nagle Liam powiedział:


~crazy carot
~crazy mirror